logo

biznes-ekonomia
Nieapetyczna prawda o koncernach spożywczych

Nieapetyczna prawda o koncernach spożywczych
Ciemna czekolada jest zdrowa. Myślimy tak, bo zostaliśmy zmanipulowani przez badania naukowe opłacone przez jej producentów. Szczegóły tego i podobnych przypadków opisuje prof. Marion Nestle w książce „Unsavory Truth: How Food Companies Skew the Science of What We Eat”.

Jak opisuje autorka w publikacji (jej polski tytuł to „Nieapetyczna prawda: jak koncerny spożywcze manipulują badaniami tego co jemy”) w 2013 r. 70 proc. wszystkich badań naukowych dotyczących jedzenia w USA było finansowane przez koncerny spożywcze i fundacje. Dlaczego ma to znaczenie?

W połowie lat 80. XX w. ukuto termin „efekt fundatora”. Chodzi w nim o to, że naukowcy wiedząc kto płacił za badania są w stanie z wysokim prawdopodobieństwem przewidzieć jaki będzie ich wynik. Najpierw takie działanie zauważono w przypadku badań dotyczących skuteczności lekarstw.

Przykładowo pod koniec lat 90. XX w. 96 proc. autorów badań, którzy uznali, że tzw. blokery kanałów wapniowych są bezpiecznym sposobem na obniżenie ciśnienia, miało powiązania z producentami farmaceutyków. Ale wśród autorów, którzy mieli przeciwne zdanie tylko 37 proc. przyznawało się do związków z koncernami farmaceutycznymi.

Kiedy konsumenci zaczęli bardziej świadomie wybierać zdrowsze jedzenie, pozostali producenci nie pozostali bierni. Rozpoczęli – wzorując się na sektorze farmaceutycznym – finansowanie badań naukowych, które udowadniają, iż to, co produkują, jest korzystne dla zdrowia.

Chyba najlepiej widać to na przykładzie czekolady. Kiedy byłem dzieckiem, panował pogląd, że czekolada jest przysmakiem, który je się rzadko i w niewielkich ilościach. Tymczasem obecnie panuje przekonanie, że każda dbająca o zdrowie osoba powinna włączyć gorzką czekoladę do swojej diety.

Otóż, aby zrozumieć skąd wzięło się to przekonanie, musimy cofnąć się do 1982 r. Wówczas to koncern Mars założył centrum badania czekolady w Brazylii. W latach 80. i 90. XX w. naukowcy zatrudnieni w tej instytucji zaczęli seryjnie produkować badania pokazujące korzystne działanie na zdrowie substancji zawartych w ziarnie kakao. Wyniki tych badań trafiły na podatny grunt. Wreszcie mamy rozsądne, naukowe powody by jeść czekoladę. Problem polega na tym, że aby dostarczyć do organizmu tyle tzw. flawanoli, które mogą mieć dobroczynne działanie na nasz organizm, trzeba by zjadać 1,3 tabliczki ciemnej czekolady dzienne. A taka ilość czekolady zawiera 750 kcal, czyli mniej więcej jedną trzecią energetycznego zapotrzebowania dorosłego człowieka.

Ale Mars wpadł na pomysł jak zaradzić temu problemowi. Otóż naukowcy zatrudnieni przez firmę wymyślili sposób na zachowania większej ilości flawanoli w czasie przetwarzania ziarna kakaowego. Dodali do nich tzw. roślinne sterole, które obniżają cholesterol, i takie mieszanki zaczęła używać w batonach CococaVia. Firma rekomendowała zjadanie dwóch batonów dziennie po to, aby zwiększyć przepływ krwi w żyłach, obniżyć ciśnienie i ryzyko chorób serca.

Niestety amerykański urząd zajmujący się bezpieczeństwem żywności Food and Drug Administration nie podzielił entuzjazmu koncernu. W 2006 r. wysłał list do władz firmy ostrzegając, iż hasła, takie jak „teraz możesz cieszyć się przyjemnością czekolady i pomagać swojemu sercu”, wprowadzały w błąd i mogły sugerować, że czekolada to zdrowe jedzenie. Co więcej, urząd pouczył firmę, że jeżeli chce podnosić takie twierdzenia w reklamach, będzie musiał przeprowadzić badania kliniczne, jakie się przeprowadza w przypadku leków.

A to już nie było w smak producentowi czekolady. Zamiast tego rozpoczęto sprzedaż CocaVia w formie pigułek jako suplement diety. W USA bowiem prawne obostrzenia dotyczące twierdzeń w reklamach odnośnie suplementów diety są mnie restrykcyjne niż w przypadku żywności.

Co ciekawe, obecnie przedstawiciele Marsa odcinają się od swoich wcześniejszych działań i twierdzą, że teraz promocja czekolady jako „zdrowego jedzenia” nie jest ich głównym celem działania. Ale nawet dzisiaj szukając w internecie informacji o wpływie czekolady na funkcjonowanie organizmu w pierwszej kolejności wyskakują linki do pozytywnych opinii.

Jak łatwe jest manipulowanie opinią publiczną za pomocą badań naukowych pokazał Nic Fleming w artykule „The Dark Truth About Chocolate” („Ciemna strona czekolady”), opublikowanym na stronie internetowej magazynu „The Guardian”. Opisuje on wynik prowokacji przeprowadzonej przez niemieckich dziennikarzy w 2015 r. Zaprojektowali oni „badanie”, w którym podzielili ochotników na trzy grupy.

Jedna grupa była na diecie nisko węglowodanowej. Druga także, ale do diety dodała czekoladę. Trzecia zaś odżywiała się tak, jak do tej pory. Obie grupy osób będące na diecie straciły na wadze ok. 2,5 kg, ale grupa jedząca czekoladę odchudziła się szybciej. Dziennikarze wybrali do eksperymentu niewielką liczbę osób, bo wówczas łatwiej jest przypadkowo uzyskać korzystne wyniki.

Następnie wysłali opis eksperymentu do magazynu International Archives of Internal Medicine, który za 600 euro zgodził się go opublikować w ciągu 24 godzin od otrzymania. W ciągu kilku dni historia o rzekomo dobroczynnym działaniu czekolady na odchudzanie została opublikowana w ponad 20 krajach m.in. na stronach internetowych The Mail Online, Daily Express, Daily Star i Bild. Co z tego wynika?

Otóż, należy bardzo uważać na wszystkie badania naukowe, z których wynika dobroczynne działanie jednego, konkretnego artykułu spożywczego, w szczególności jeżeli takie badania finansuje jego producent. Autorka książki, która jest profesorem specjalizującym się w żywieniu, nazywa tego typu twierdzenia oparte na jednym, zwykle wstępnym badaniu, wyrwane z kontekstu całej diety jako „nutribzdury” (ang. nutrifluff).

Publikacja jest bardzo na czasie biorąc pod uwagę, że stosunkowo niedawno wprowadziliśmy w Polsce dodatkowy podatek na słodzone napoje, a wcześniej wprowadzono zakaz sprzedawania śmieciowego jedzenia w szkołach. To pokazuje, że przynajmniej w naszym kraju koncerny spożywcze nie są jeszcze tak wpływowe jak na przykład w USA.

Ale ciągle wiele jeszcze jest do zrobienia. Na przykład warto rozważyć zakaz reklamy żywności zawierającej dużo cukru, na początku tylko reklam skierowanych do dzieci (taki zakaz obowiązuje już w Wielkiej Brytanii, Norwegii, Portugalii i Hiszpanii), ale docelowo do wszystkich.

Adam Smith w swojej słynnej książce „Bogactwo narodów” zawarł często cytowany fragment, o tym jak to troska o własny interes i egoizm piekarza, piwowara czy rzeźnika sprawia, że możemy kupić jedzenie. Jednak autorka „Unsavory Truth…” ukazuje drugą stronę medalu tej dewizy. Własny interes i kierowanie się zyskiem przez producentów żywności prowadzi do masowego i celowego wprowadzania konsumentów w błąd oraz kształtuje złe nawyki żywieniowe.

Publikacja profesor Nestle to kolejny argument za tym, że państwo powinno nadzorować sposób i metody produkcji żywności. Musi też zadbać, by klienci byli dobrze poinformowani. A książkę oczywiście bardzo polecam!

Aleksander Piński
obserwatorfinansowy.pl
Dziennikarz ekonomiczny, autor recenzji książek i przeglądów najnowszych badań ekonomicznych
Popularne pytania
Jakimi słowami Piłsudski zwrócił się do Ukraińców w maju 1921 roku?
Czy niewidomy kot również spada na cztery łapy?
Co mają wspólnego - śpiew i samobójstwa?
Ile lat miała najmłodsza ofiara puczu Jaruzelskiego?
Co w dawnych czasach było droższe - biały chleb czy pełnoziarnisty?
Jaki procent papieży zostało uznanych za świętych?
Dlaczego ból nasila się wieczorem?
Który syn polskiego króla nigdy nie zasiadł na tronie?
Gdzie więcej pada - w miastach czy na prowincji?
Co to za miejsce?
Z jakiego włoskiego miasta pochodzi potrawa car­pac­cio?
Do czego można wykorzystać skorupki od jajek?
Do kogo bardziej się przywiązują koty, do kobiet czy mężczyzn?
Który film uznawany jest za najlepszy na świecie?