logo

biznes-ekonomia
Wolnorynkowa rewolucja w Chile zawiodła

Wolnorynkowa rewolucja w Chile zawiodła
Reformy gospodarcze w Chile z 1973 r. doprowadziły do specjalizacji kraju w wydobyciu surowców i produkcji niskoprzetworzonej żywności. To przełożyło się na niskie pensje i emerytury. O tym, co z tego wynikło, przeczytamy w książce The Economists' Hour: False Prophets, Free Markets, and the Fracture of Society.

Kiedy wyszkolony na University of Chicago, kuźni wolnorynkowych speców od gospodarki (wykładał tam m.in. Milton Friedman) ekonomista Sergio de Castro doszedł w Chile do władzy, najpierw jako minister gospodarki, a potem jako minister finansów, reformy rozpoczął od ograniczenia wydatków rządowych. Wydatki publiczne spadły z 40 proc. PKB w 1973 r. do 26 proc. w 1979 r. De Castro otworzył także Chile na import, zmniejszając najwyższą stawkę celną do 10 proc. i eliminując szereg innych restrykcji utrudniających sprowadzanie produktów z zagranicy. Skutek? W ciągu pierwszej dekady rządów wojskowej junty jedna piąta miejsc pracy w przemyśle (ponad 100 tys.) zniknęła.

Jak opisuje autor – Binyamin Appelbaum – w książce (jej polski tytuł to Godzina ekonomistów: fałszywi prorocy, wolne rynki i podzielone społeczeństwo) bezrobocie utrzymywało się na poziomie powyżej 10 proc. przez resztę lat 70. a nierówności wzrosły. Pod koniec lat 70. gospodarka zaczęła się podnosić po skutkach terapii szokowej. Ale przez tę prawie dekadę zaledwie udało jej się odrobić straty. W 1973 r., kiedy Pinochet przejmował władzę w Chile, kraj miał PKB na obywatela na poziomie 12 proc. powyżej średniej w Ameryce Łacińskiej. W 1981 r. wskaźnik ten zaczynał dobiegać do poziomu sprzed 8 lat.

Wówczas to „Chicago boys” (tak nazywano grupę ok. 25 chilijskich ekonomistów wyszkolonych w USA) przystąpili do realizacji drugiej części planu. Zgodnie z teorią Davida Ricardo kraje powinny się specjalizować w działalnościach, w których mają tzw. przewagę komparatywną. A Chile miało tę przewagę w wydobyciu surowców i produkcji jedzenia. „Jeżeli przewaga komparatywna wskazuje na to, że Chile nie powinno niczego produkować poza melonami, to Chile nie będzie produkować niczego poza melonami” – deklarował Álvaro Bardón, jeden z członków grupy „Chicago boys”, który pod koniec lat 70. szefował bankowi centralnemu kraju.

Przewaga komparatywna nie daje przewagi

Jakie są skutki tej strategii? Do dzisiaj najważniejszym produktem eksportowym kraju jest miedź. Ale rozwinięto też na przykład hodowlę łososia (50 lat temu ryby tej nie było u wybrzeży kraju). Pod koniec wieku Chile było drugim największym producentem łososia na świecie, po Norwegii. Jak to się przełożyło na dobrobyt pracowników w kraju? W 2001 r. pracownice w zakładzie zajmującym się obróbką tych ryb ogłosiły strajk. Zarabiały 130 dolarów miesięcznie i domagały się 15 dolarów podwyżki. W odpowiedzi firma zwolniła co dziesiątego pracownika.

Inne produkty rolnicze także nie pomogły krajowi dokonać awansu cywilizacyjnego. W 2015 r. duński gigant Maersk otworzył kosztującą 200 mln dolarów fabrykę w chilijskim porcie San Antonio. Plan zakładał produkcję kontenerów chłodniczych do transportu chilijskich owoców za granicę. Otwarcie zakładu świętowano jako dowód, że chilijska gospodarka potrafi tworzyć lepiej płatne miejsca pracy. Radość nie trwała długo. W 2018 r. przedstawiciele Maersk ogłosili, że zamykają fabrykę, a produkcję przenoszą do Chin. Oficjalnym powodem było to, że Maersk miał problemy ze znalezieniem lokalnych kooperantów, którzy mogliby dostarczyć części potrzebne do produkcji kontenerów.

Nawet wydobycie surowców nie spełniło pokładanych w nim nadziei, bo wydobywana w kraju miedź jest rafinowana za granicą. „Mamy 30 proc. światowego rynku miedzi. Jak to możliwe, że 30 proc. badań i rozwoju w tej branży nie dokonuje się w tym kraju? Jak to możliwe, że 30 proc. potrzebnych maszyn nie jest produkowana na miejscu? To właśnie w tym powinniśmy mieć przewagę konkurencyjną” – komentował Patricio Meller, były prezes chilijskiego miedziowego giganta Coldeco.

Kiedy w 1988 r. Pinochet ogłosił plebiscyt w przekonaniu, że obywatele zatwierdzą kolejnych 8 lat jego autokratycznych rządów, bardzo się zdziwił. Generał twierdził, że jego rządy przyniosły sukces gospodarczy, jednak jego przeciwnik był odmiennego zdania. Wyborcy stanęli po stronie oponentów generała. Być może wpływ na to miał fakt, że po 17 latach rządów wspieranych przez wojsko wolnorynkowych ekonomistów Chile było biedniejsze niż Kuba. Według danych Banku Światowego w 1990 r. PKB na obywatela na Kubie to było 2707 dolarów, w Chile 2501 dolarów.

Nawet reforma emerytalna, która była wzorem dla polskiej reformy z 1997 r., nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. W 2016 r. 10 proc. Chilijczyków wyszło na ulice Santiago i mniejszych miast w proteście przeciwko funkcjonowaniu systemu zabezpieczenia na starość. Były to największe demonstracje w kraju od czasu upadku Pinocheta. „Pracowałem całe życie i chciałbym przestać i odpocząć, ale nie mogę” – mówił w wypowiedzi dla „The New York Times” 69-letni Luis Montero, którego emeryturę wyliczono na równowartość 150 dolarów. Przeciętna emerytura w kraju to trochę powyżej 300 dolarów.

Sukces ręcznego sterowania

Autor zestawia skutki wolnorynkowej polityki w Chile z efektami sterowania gospodarką przez polityków na Tajwanie. Tajwańscy luminarze nie pozwolili rynkowi dyktować, co mają produkować. Zamiast tego celowo kierowali gospodarką tak, by rozwijać coraz bardziej zaawansowany technologicznie przemysł. W 1960 r. rząd Tajwanu zgodził się na zainwestowanie 1 mld dolarów w rozwój sektorów eksportowych kraju.

Wcześniej, od 1958 do 1961 politycy obniżyli kurs lokalnej waluty, tak aby tajwańskie towary były tańsze dla zagranicznych nabywców. Ten zaniżony kurs utrzymywany był przez następne ćwierć wieku. Równocześnie blokowano import. Udział produktów, na które nakładano co najmniej 30-proc. cła wzrósł z 53,4 proc. w 1955 r. do 60 proc. w 1973 r. Cła importowe zaczęły istotnie spadać dopiero w latach 80., gdy krajowy przemysł miał mocną konkurencyjną pozycję i był w stanie obronić się przez rywalizacją z zagranicy.

Najważniejsze firmy pozostały w gestii państwa, a prywatne dostawały wytyczne od rządu. Politycy pilnowali jednak, by wysokie cła importowe nie sprawiły, że lokalne firmy będą szły na łatwiznę, aby produkować niskiej jakości towary i sprzedawać tylko na lokalnym, chronionym rynku. Uchwalono, że prywatne przedsiębiorstwa, które nie wyeksportują 60 proc. produkcji, zostaną ukarane grzywnami (by eksportować na taką skalę trzeba było mieć towar, który jest konkurencyjny na światowym rynku).

Te prywatne firmy, które najlepiej realizowały zalecenia polityków dostawały nagrody w postaci pożyczek na preferencyjnych warunkach. Tajwańscy politycy zatem wytyczali cele polityki gospodarczej, ale de facto to rynek decydował, które firmy będą się rozwijać. Na początku lat 70., gdy w Chile wprowadzano wolnorynkową rewolucję, na Tajwanie kontynuowano ręczne sterowanie gospodarką. W lutym 1974 r. Sun Yun-suan, z wykształcenia inżynier elektryk, który od 1969 r. do 1978 r. był ministrem ds. gospodarki, miał w Taipei spotkanie połączone ze śniadaniem z Wen Yuan Pan amerykańsko-chińskim inżynierem, który pracował dla firmy RCA z USA.

Pan powiedział Sun, że Tajwan powinien wejść w produkcje półprzewodników. Tu trzeba pamiętać, że wówczas Tajwan był kojarzony z tanimi podróbkami, a nie z własnymi nowinkami technologicznymi. Jednak Suna to nie zniechęciło. Minister zadał tylko dwa pytania: „Jak dużo czasu to zajmie?” oraz „Ile to będzie kosztować?”. Kiedy usłyszał odpowiedzi, powiedział tylko „OK”.

Sun miał o tyle ułatwioną sprawę, że rok wcześniej przekonał rząd, by ufundował Instytut Przemysłowych Badań Technologicznych (obecnie pracuje w nim ponad 5 tys. naukowców). Tajwan wynegocjował licencję na technologię od RCA, a 37 inżynierów wyjechało do USA na szkolenie. W 1977 r. otworzono pierwszą, eksperymentalną fabrykę. Do 1983 r. prywatne firmy tajwańskie masowo produkowały komputery, kalkulatory, zegarki, a elektronika stała się głównym towarem eksportowym kraju, zastępując tekstylia. Ponad 35 lat później ciągle półprzewodniki pozostają w centrum tajwańskiej gospodarki.

Nie wszyscy korzystają

Binyamin Appelbaum jest głównym ekspertem ekonomicznym dziennika „The New York Times”. Wcześniej był waszyngtońskim korespondentem „The Times”. „The Economists’ Hour” to jego pierwsza publikacja i spotkała się z bardzo ciepłym przyjęciem. Znalazła się m.in. na liście biznesowych bestsellerów „Wall Street Journal”. Książka jest historią tego, jak ekonomiści uzyskali wpływ na losy państw. Przede wszystkim USA, ale także wielu innych krajów, jak chociażby wspomnianego wyżej Chile.

Trudno jednak nie zauważyć, że autor jest mocno negatywnie nastawiony do ekonomistów wolnorynkowych, w szczególności Miltona Friedmana, któremu poświęca dużo miejsca. Appelbaum wyszukał sporo ciekawych, mało znanych faktów na temat tego noblisty z ekonomii. Jak chociażby to, że sprzeciwiał się on temu, by lekarze musieli dostawać pozwolenie na praktykowanie. Wytyka mu nawet to, że dostał pracę jako ekonomista tylko dzięki programowi państwowej interwencji w gospodarkę „New Deal”.

Jednak największy zarzut w stosunku do wolnorynkowej ideologii, jaki stawia Appelbaum jest taki, że obiecała ona, że niższe podatki dla najbogatszych przełożą się na wyższy wzrost gospodarczy, na którym skorzystają wszyscy. Tymczasem nic takiego się nie stało. Mediana płac w USA (czyli poziom poniżej i powyżej którego jest połowa próby) dla pełnoetatowego pracownika wynosiła w 1978 r. w przeliczeniu na dzisiejsze dolary 54 392 dol. Przez kolejne cztery dekady poziom ten nie został przekroczony (w 2017 r. – według ostatnich dostępnych danych w momencie pisania publikacji ta pensja wynosiła 52 146 dol.).

Bez względu na poglądy gospodarcze warto się zapoznać z The Economists’ Hour, bo autor zebrał mnóstwo mało znanych faktów i informacji z historii światowej gospodarki drugiej połowy XX w. i początków XXI w. Z tego względu książkę docenił nawet wolnorynkowy brytyjski magazyn „The Economist”, pisząc w recenzji, że jest to „solidnie opowiedziana historia”, zauważając, że jest ona „bardziej dziennikarska niż polemiczna”. Podsumowując: „The Economists’ Hour” to pozycja zdecydowanie godna polecenia.

Aleksander Piński
Dziennikarz ekonomiczny, autor recenzji książek i przeglądów najnowszych badań ekonomicznych, obserwatorfinansowy.pl
Popularne pytania
Które zwierzę ma najmocniejszą pupę na świecie?
Który ze ssaków wykluwa się z jajka?
Jaki Chińczycy wsparli Francuzów podczas I wojny?
Dlaczego w ciemności widzimy rzeczy, których nie ma?
Co oznacza u goryli pokazanie języka?
Co w każdej sekundzie przeszywa każdy centymetr kwadratowy naszego ciała?
Jak długo może żyć człowiek?
Które zwierzęta, oprócz kotów, mruczą kiedy są zadowolone?
Ile ma kropek najpopularniejsza w Europie biedronka?
Jaki procent ludzi jest uzależniony od seksu?
Czy warto zmieniać telewizor 100Hz na 200Hz i czy taka zmiana polepszy jakość obrazu?
Jak zabezpieczyć telefon komórkowy na plaży?
Co uratowało komunistów w Chinach?
Jaki test musiała przejść dziewczyna, aby stać się dahomejską amazonką?