Nauka

Dlaczego nie doszło do sojuszu?

Autor: arcybook, Dodano: 2017-08-28
Historia
Dlaczego nie doszło do sojuszu?

Zasadniczym celem polityki Adolfa Hitlera było takie wykorzystanie sprzeczności wśród państw europejskich, aby unicestwić traktat wersalski i zbudować wielkie państwo niemieckie, państwo, będące w stanie podporządkować sobie całą Europę. Hitler, w przeciwieństwie do Bismarcka, zamierzał zjednoczyć wszystkie narody germańskie w jednym państwie, które nazywał Wielkie Niemcy (Gross Deutschland). Bismarck - jak wiadomo - dążył do zjednoczenia Niemców pod hegemonią Prus, ale bez Austriaków, mogących tę hegemonię osłabić. Dlatego koncepcję „żelaznego kanclerza” nazwano Małymi Niemcami (Klein Deutschland).

Przywódca NSDAP zdawał sobie sprawę, że jego polityka zagraniczna może doprowadzić do wojny na dwa fronty, którą uważał za bezpośredni powód niemieckiej klęski w I wojnie światowej. Dlatego postanowił znaleźć sojuszników wśród państw niezadowolonych z rezultatów pokoju wersalskiego. Takim państwem były niewątpliwie Włochy. Również Anglia zdawała się z niechęcią spoglądać na francuską hegemonię na kontynencie. A Francja była w mniemaniu Hitlera głównym konkurentem Niemiec od strony zachodniej uniemożliwiającym powstanie potęgi niemieckiej. Francja, tradycyjny sojusznik Rosji nie pozostałby też bezczynny, gdyby Rzesza ruszyła na Wschód - tak uważał Hitler. „Francja jest i pozostanie nieubłaganym wrogiem narodu niemieckiego” - napisał w Mein Kampf.

Zniszczenie Francji przy poparciu Włoch i neutralnym stanowisku Anglii wydawało się Hitlerowi planem realnym, gdyby nie sojusznicy Francji na Wschodzie. Wojska Czechosłowacji i Polski, zwłaszcza tej ostatniej, mogły zaatakować Niemcy w wypadku agresji Rzeszy na III Republikę. I nawet gdyby udało się rozbić Polaków i Czechów, zakładając, że Francja nie zdobyłaby się na kontrofensywę w obronie sojuszników, to i tak groźba wojny na dwa fronty pozostawała. W miejsce wyeliminowanej Polski wszedłby bowiem Związek Sowiecki, partner o ileż potężniejszy i cenniejszy dla Francji niż Polska i Czechosłowacja. Znacznie łatwiej byłoby - rozumował Hitler - gdyby Polska porzuciła Francję i związała się z Rzeszą. ZSRR oddzielony Polską nie mógłby zagrozić Niemcom, Francja straciłaby sojusznika, a Czechosłowacja zostałaby całkowicie sparaliżowana i musiałby się poddać.

Sprawy te uświadomił sobie Hitler w momencie, gdy zobaczył, że Polska może być nie tylko groźna, ale jest również daleka od niewolniczego wypełniania dyrektyw politycznych Paryża. „Czy Polska pozostanie neutralna, jeśli stanę się aktywny na Zachodzie?” - zapytał, Hermanna Rauschninga, prezydenta Senatu Wolnego Miasta Gdańska, gdy ten ostatni referował mu treść rozmów prowadzonych z Piłsudskim w czasie styczniowej (1934 r.) wizyty w Warszawie. Ciągnąc dalej ten wątek führer stwierdzał, że „swoją politykę na Wschodzie” woli prowadzić z Polską niż przeciw niej. „Dam Polsce szansę” - powiedział Rauschningowi. Kontynuując swoje wywody kanclerz Rzeszy twierdził, że Niemcy powinni wspólnie z Polakami zaatakować ZSRR. Oczywiście nie oznacza to, że powstanie nowe mocarstwo polskie, ale Niemcy powinni pamiętać - mówił Hitler - że dzielenie Polski już teraz kosztowałoby zbyt wiele. Dlatego Polska miała dopiero w dalekiej przyszłości, dobrowolnie wyrzec się części swego terytorium w zamian za zdobycze nad Dnieprem. W ten sposób Niemcy, Austria, Czechy, Morawy i zachodnie ziemie Polski stanowiłyby niemiecki „niezniszczalny stumilionowy blok, bez rysy obcych narodów”. Natomiast przesunięta na wschód Polska, Węgry, państwa nadbałtyckie i bałkańskie, Ukraina, „Wolgaland” i Gruzja stałyby się federacją narodów Niemcom ściśle podporządkowanych wojskowo, politycznie i gospodarczo. Byłaby to „wspólnota narodowosocjalistyczna” pod hegemonią Niemiec. Stojąc na czele takiego związku Hitler chciał decydować o losach świata.

Zostając kanclerzem Hitler przejął po Republice Weimarskiej dwie wpły­wowe instytucje – ministerstwo spraw zagranicznych (Auswärtiges Amt) i wojsko - Reichswehrę. Jego plany i poglądy nie zawsze były jednak zgodne z myślami i czynami niemieckich dyplomatów i wojskowych. W 1934 r. plany führera i kół konserwatywno-militarystycznych nie oznaczały jeszcze tego samego.

Wszyscy Niemcy dążyli do obalenia traktatu wersalskiego, ale realizację tego zamierzenia rozumieli różnie. Według kół związanych z Reichswehrą i MSZ wystarczało odbudować dawną pozycję wojskową w świecie i odebrać utracone terytoria - stąd postulat powrotu do granic z 1914 r. Hitler krytyko­wał takie stanowisko. Twierdził (w Mein Kampf), że żądanie przywrócenia granic z 1914 r. jest politycznym nonsensem. Uważał, że z punktu widzenia strategicznych celów Niemiec przedwojenne granice były nieodpowiednie, a kręgi konserwatywne, domagając się ich restauracji, nie tylko nie przybliżały zwycięstwa Niemiec, ale wręcz je oddalały. Walka o dawne granice „wiązała nieustannie na nowo rozpadłą koalicję naszych przeciw­ników” – podkreślał Hitler.

Słowa führera: „Wstrzymujemy odwieczny pochód germański na połu­dnie i zachód Europy i kierujemy swój wzrok na tereny wschodnie”, oznaczały w praktyce dążenie do współdziałania z Anglią (zachód) i Włochami (połu­dnie). „Przestrzeń życiową dla narodu niemieckiego” widział Hitler na terenie Rosji i „podległych jej państw ościennych” (Ukraina, Białoruś). Charaktery­styczne, że w tekście Mein Kampf wśród obiektów niemieckiej agresji nie wymieniono Polski. Trudno przypuszczać, aby Rzeczpospolita była w oczach Hitlera państwem podległym ZSRR.

Można sądzić, że losy Polski nie były tak jednoznacznie przekreślone, jak to wynikało z zamiarów Auswärtiges Amt. Junkrzy z Reichswehry i MSZ, dążąc do odbudowy dawnej Rzeszy, widzieli w zasa­dzie tylko jedną drogę - po trupie Polski. Hitler nie sądził, aby możliwość odzyskania pozycji Niemiec była tak ściśle związana z koniecznością lik­widacji państwa polskiego. Być może, że projekty połączeń komunikacyj­nych z Prusami Wschodnimi (autostrada, kolej), które Hitler przedstawiał tyle razy polskim dyplomatom - początkowo jako „rozwiązanie techniczne” na przyszłość - były próbami znalezienia jakiegoś modus vivendi w sprawie drażliwego dla Niemców „korytarza”. Marian Wojciechowski pisze: „[...] jeżeli przypomnimy sobie »autostradowe« pomysły Hitlera z lat 1934 i 1935, przyjąć trzeba, iż brał on pod uwagę również możliwość pozostawienia Pomorza przy Polsce, zapewne w pierwszym tylko etapie zacieśnionej współ­pracy polsko-niemieckiej, w zamian za obietnicę wspólnej akcji przeciwko ZSRR”.

Zagadnieniem stosunku Niemiec do Polski zajmował się Alfred Rosenberg, piastujący w 1934 r., stanowisko kierownika Urzędu Spraw Zagranicznych NSDAP. Placówka ta była hitlerowskim odpowiednikiem i konkurentem Auswärtiges Amt, a pamiętajmy, że Hitler nie miał zaufania do szefa MSZ ministra von Neuratha i jego personelu. Wyniki swej pracy Rosenberg przedstawił Hitlerowi w maju 1934 r. w specjalnym memoriale. W nim motywem, który miał skłonić Polskę do współdziałania z Niemcami była próba nawiązania do dawnych aspiracji polskich na Ukrainie.

Wydaje się wątpliwe, aby Hitler chciał pozostawić Polsce Pomorze i jeszcze obdarowywać ją Ukrainą, ale po dokładniejszym zastanowieniu się można dojść do wniosku, że początkowo nie było to całkiem niemożliwe. Hitler nie odbierał na razie Pomorza i Śląska, ale natychmiast zyskiwał nienaruszony potencjał całej Polski, dominację nad Europą Środkową i wyśmienitą pozycję w planowanym ataku na ZSRR. Czy było to rzeczywiście tak mało w porównaniu z czasową rezygnacją z Pomorza?

Na początku maja 1933 r. miały miejsce w Moskwie rozmowy Bogusława Miedzińskiego (reprezentującego. Piłsudskiego) z Karolem Radkiem (wtedy zaufanym Stalina). Ze wspomnień Miedzińskiego dowiadujemy się o przebiegu rozmowy, w której zapewniał on Radka, że Polska nie sprzymierzy się nigdy z Niemcami przeciwko ZSSR. Uzasadniając polskie stanowisko, Miedziński wyjaśniał: „[...] co leży u podstaw takiego stanowiska zajętego przez Polskę: nie to naturalnie, żebyśmy was nagle i płomiennie pokochali, lecz nasz własny interes. Gdybyśmy się przyłączyli do niemieckiego ataku na Rosję - to jakież są perspektywy? W wypadku niepowodzenia - katastrofa dla nas oczywista. A w razie powodzenia niechże pan patrzy na tę mapę i wyobrazi sobie, w jakiej sytuacji znalazłaby się Polska, otoczona nowymi podbojami niebywałego dotąd imperium, na jego całkowitej łasce i niełasce. Czy myśli pan, że tego nie dostrzegamy?”

Czy trudno to zrozumieć? A przecież są dziś tacy, którzy sądzą, że jako sojusznik Hitlera Polska stałaby się niezależnym od Hitlera mocarstwem w środku hitlerowskiego imperium.

Prof. Romuald Szeremietiew

źródło: https://web.facebook.com/szeremietiew/
Zobacz także