Co by było, gdyby? Czyli, dlaczego przegraliśmy II wojnę światową. (1/5)

· Autor: Ireneusz Piotrzkowicz · Dodano: 2014-03-18
wiedza : Historia
Co by było, gdyby? Czyli, dlaczego przegraliśmy II wojnę światową.

Tekst ten "popełniłem" wiele lat temu, od tego czasu pojawiło się jednak kilka ciekawych książek Piotra Zychowicza, które stopniowo pokazują Polakom scenariusze, jakie przewidywali tacy wybitni publicyści, jak Władysław Studnicki czy Stanisław Cat-Mackiewicz. Pomyślałem, że warto ten bardzo stary tekst nieco odświeżyć.

Wiem, że dzisiaj łatwo oceniać to co działo się przed 1 września 1939 roku. Z jednej strony jest wiele osób, które mówią - trzeba było z Niemcami iść na Moskwę. Inni znowu twierdzą, że wybraliśmy jedyną logiczną drogę wyjścia. Jakie są fakty? Musimy wiedzieć, że społeczeństwo 39 roku nienawidziło Niemców na równi z Sowietami. Było to oczywiści głównie zasługą endecji, która mocno atakowała Piłsudskiego za jego pro-niemieckość. Przepchnięcie decyzji o sojuszu z Hitlerem było naprawdę piekielnie trudne, ale wykonywalne. Do tego sanacyjna propaganda, która utwierdzała Polaków, jaką to jesteśmy militarną potęgą. Co były prawdą, ale tylko do początku lat 30-tych, kiedy to w Niemczech ruszył forsowny plac zbrojeniowy. Rosjanie również nie próżnowali, kosztem wielu milionów ofiar Wielkiego Głodu intensywnie rozbudowywali swój przemysł wojenny (głównie dzięki Amerykanom i Niemcom). W połowie 30 lat widać było wyraźnie, że szykuje się wojna, a Polska ze słabą socjalistyczną gospodarką (najwyższe podatki w Europie!), liczną, ale ciągle dość zacofaną armią, nie jest w żaden sposób do niej gotowa.

Wytyczne Marszałka
Wielokrotnie zarzucano Piłsudskiemu, że był proniemiecki, co było prawdą. Marszałek od początku stawiał na Niemców, wysyłał emisariuszy, nawet podobno wysłał swojego przedstawiciela do Hitlera, zanim ten w demokratycznych wyborach zdobył władzę! W celu pozyskania Niemców specjalnie wybrał się na rozmowy z ówczesnym kanclerzem i szefem MSZ Gustavem Stresemannem, niestety polityk niemiecki otrzymał od Francuzów i Brytyjczyków w 1925 roku w traktacie w Locarno wolną rękę w kształtowaniu swojej granicy wschodniej, tak więc siłą rzeczy nie był zainteresowany propozycjami Piłsudskiego. Co innego Hitler, ten wiedział doskonale, że marsz na wschód bez Polski mocno się komplikuje. Niestety należy to powiedzieć, Hitler przy Stresemannie wykazał się znacznie lepszym wyczuciem politycznym i przede wszystkim "jakąś" wizją. O wielkości Marszałka niech świadczy fakt, że próby zbliżenia z Hitlerem nie przeszkodziły mu ponoć dwukrotnie proponować Francuzom wojnę prewencyjną z Niemcami i zablokowanie ich programu zbrojeń. Francuzi jednak liczyli straty I wojny i nawet nie marzyli o kolejnym konflikcie.
Marszałek zalecił, aby w przypadku zbliżającego się konfliktu stworzyć Rząd Jedności Narodowej, co oznaczało utratę władzy przez Sanację. Jak wszyscy wiemy nic takiego się nie stało.