Cieszymy się z czyjegoś nieszczęścia. Czy piękni są szczęśliwsi? (1/3)

· Autor: Ireneusz Piotrzkowicz · Dodano: 2016-02-14
wiedza : Psychologia
Cieszymy się z czyjegoś nieszczęścia. Czy piękni są szczęśliwsi?

Pamiętam, jak cieszyłem się, kiedy wybuchła Gwiazda Śmierci w „Gwiezdnych Wojnach”. Przez myśl mi nie przeszło, że w tej gigantycznej stacji kosmicznej może pracować wielu ludzi niekoniecznie powiązanych z działaniami zbrodniczego Imperium. Jak to się dzieje, że czasami cieszymy się z nieszczęścia innych.

Radość z nieszczęścia innych jest dla naszego mózgu czynnością, jakby to powiedzieć ... naturalną. W pierwotnych grupach, kiedy wódz doznał uszczerbku na zdrowiu np.: w walce z mamutem zwiększały się szanse jego konkurentów. Radość dodatkowo wzrasta kiedy dotyczy osoby, której po prostu nie lubimy, np: z powodu nieuczciwego awansu, albo najnormalniej w świecie baaardzo zazdrościmy. Im bardziej zazdrościmy, tym większa satysfakcja z kłopotów danej osoby. Mało pocieszający jest fakt, że zwierzęta np.: małpy, psy potrafią być zazdrosne. Jednak małpia czy psia zazdrość nie jest tak długotrwała i nie sposób porównywać ją do ludzkiej.
Radość jest zazwyczaj większa, kiedy nieszczęście dotknie osoby, którą traktujemy jako złą, albo działającą na nas w sposób negatywny. Wtedy zazwyczaj myślimy "dobrze mu tak". Z jednej strony nasz komputer pokładowy sprawia wrażenie zadowolonego, z drugiej strony mamy poczucie wstydu, mamy wyrzuty sumienia i to sobie w różny prosty sposób tłumaczymy, w stylu „Jacek to wampir energetyczny”.

A co się dzieje w grupie? Zakładamy, że znajdujemy się w grupie, która podziela nasze odczucia np.: w gronie kibiców jakieś drużyny. Przykładowo, cieszymy się, że konkurencyjna drużyna przegrała, albo jeden z ich liderów jest chory. Wtedy praktycznie zawsze przyjmujemy tego typu informacje pozytywnie i ze szczerą radością w sercu. Jednak, gdybyśmy znali tego piłkarza osobiście i wiedzielibyśmy, że jest to człowiek wartościowy takich myśli raczej byśmy nie dopuszczali. W grupie po prostu nie ma wiele miejsca na wyrzuty sumienia czy wątpliwości. Nasza radość jest dodatkowo podsycona stereotypami, które w grupie zaczynają dominować nad zdrowym rozsądkiem. Przykładowo, jeśli coś się stanie w Rosji, przeciętny Polak od razu sugeruje, że przyczyną mógłby być alkoholizm. Takie stereotypy są wszędzie, Holendrzy coś mają do Niemców, Brytyjczycy do Francuzów, Amerykanie do Meksykanów etc. Za takie zachowanie odpowiada hormon miłości - oksytocyna. Zdziwieni?, ja tak. Otóż ta ciekawa substancja odpowiada również za poczucie przynależności do grupy, wtedy każda klęska obcej grupy jest odnotowywana pozytywnie. Grupa jednak też może mieć wątpliwości, czy aby nasza radość nie jest "chora", ale od czego są stereotypy, które usprawiedliwiają naszą radość.